Nanami x Tomoe [Kamisama Hajimemashita]
Serce wie lepiej
Tomoe.
Zastanawiam się, dlaczego nasze ścieżki się skrzyżowały. Czy... to było zaplanowane jeszcze zanim się urodziłam? A może... to zwykły zbieg okoliczności...?
Nie,
ponieważ Tomoe stanowi większą część mojej duszy... Zawsze... chciałam spotkać kogoś takiego jak on. Nie, no żartuję. Mimo tego... Nie żałuję, że zostałam bóstwem... Dlatego... Dlatego to nie może być zbieg okoliczności. To miało tak być.
- Nanami? Naaaaanaaaami? Źle się czujesz? Chcesz trochę ciasta z gruszkami? - Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się niezgrabnie. Rozglądnęłam się po pokoju i odkryłam, że jestem w swojej sypialni.
Podniosłam się leniwie z maty, na której prawdopodobnie przysnęłam, i rozejrzałam się ponownie. Przede mną klęczał lisi sługa. Miał nieco zatroskany wyraz twarzy.
- Co...? Nie, żadnego ciasta... - Mruknęłam, pocierając oczy wierzchem dłoni. - Chyba, że później... - Dodałam cicho. Tomoe zbliżył się do mnie i ostrożnie dotknął mojego czoła swą lodowatą ręką. - Tomoe?
- Hm... Jesteś trochę rozpalona. Poczekaj tutaj, zaraz wrócę i zmierzę ci temperaturę - rozkazał. Czasami zastanawiam się, czy on nie wydaje mi częściej rozkazów niż ja jemu. Cóż...
Po zaledwie trzydziestu sekundach, Tomoe wrócił do mojej sypialni. Tak jak wspomniał, zmierzył mi temperaturę. Okazało się, że to stan podgorączkowy. No nie, kolejny problem.
- T-to nic takiego! Po prostu wczoraj poszłam późno spać, tyle... - Powiedziałam cicho, wymachując rękami na wszystkie strony w obronie. Tomoe tylko zmarszczył brwi i pokręcił głową. Nagle gwałtownie się zbliżył i ujął mą dłoń.
- Nanami. Jesteś dla mnie najważniejsza - zaczął poważnie - i nie zamierzam ignorować choroby mej pani.
Jednym płynnym ruchem położył mnie do łóżka i przykrył kołdrą po sam czubek głowy. Wygramoliłam się szybko i spojrzałam na niego, coraz bardziej czerwona od gorączki.
- Mówiłam, że nic mi nie jest! Daj mi ciasta - zrobiłam usta w ciup i skrzyżowałam ramiona na piersi, niecierpliwie wyczekując jego odpowiedzi. Nagle zrobiło mi się bardzo słabo i poczułam jak wszystko cichnie.
- Nanami! Nanami! Nanami!
- Nanami! Nanami!
- Nanami!
C-co... się dzieje? Ktoś woła moje imię?
- Musisz przestać!
- Tak, przestań wreszcie!
Ale... Zaprzestać czego?
- Uwolnij go!
- Tak, uwolnij! Zrobiłaś z niego niewolnika!
Ja? Nie-...Niewolnika? Ale ja n-nic nie...
- Nanami-sama! - Usłyszałam krzyki dwóch małych duchów. Podniosłam się słabo i spojrzałam na nie pobłażliwie.
- Co się stało? - Zapytałam, potrząsając głową, aby się przebudzić.
- Zemdlała pani - powiedział Onikiri.
- Hm, rozumiem... - odparłam i przymknęłam lekko oczy. - Gdzie Tomoe?
- Pan Tomoe udał się do kuchni po pani ulubiony deser.
Zaśmiałam się cicho. Jest moim sługą... Sługą ziemskiego bóstwa... a mimo to... czasami za bardzo mnie rozpieszcza.
- Nanami. - Wspomniany lisi sługa wszedł do pokoju, niosąc w ręku tacę ze schludnie przygotowanym słodkim posiłkiem.
Nagle poczułam jak ogarnia mnie dziwny niepokój. Wiercące uczucie coraz bardziej dawało o sobie znać. Stała tu przede mną, osoba, którą kocham..., więc dlaczego tak się zdenerwowałam na widok jego zimnego oblicza? Czy ja... bałam się go?
- T-tomoe?
Spróbowałam spojrzeć mu w oczy, lecz gdy tylko skierowałam na niego swój wzrok, poczułam jak coś blokuje moje zmysły. Zakręciło mi się nieco w głowie, więc podparłam się ostrożnie ręką. Wciągnęłam głośno powietrze, by następnie wypuścić je ze świstem. Poczułam jak drżę.
- Nanami! - Krzyknął i natychmiast znalazł się obok mnie. Odłożył talerz na małym stoliku obok i spojrzał na mnie uważnie. - Wszystko w porządku? Coś cię boli?
- Ja...
Nie umiałam znaleźć słów. Nie rozumiałam tego, co właśnie miało miejsce. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Po prostu... nie umiałam nic wykrzesać ze swojej suchej krtani. Dlaczego nie mogę spojrzeć mu w oczy? Dlaczego czuję się..., jakby życie ze mnie ulatywało? Co się tutaj dzieje?
- Połóż się. - Rozkazał. Nie potrafiłam, jednak wykonać jego polecenia, więc sam ułożył mnie delikatnie na bladoróżowej pościeli. Nachylił się i przyłożył ucho do mojej piersi. Nasłuchiwał chwilę nierównego dudnienia, by następnie złożyć lekki pocałunek na moim rozgrzanym policzku. Jakkolwiek delikatnie by tego nie zrobił, nie potrafiłam przyjąć tego do świadomości. Coś... mi nie pozwalało.
Rosnący niepokój sprawił, że moje serce przyspieszyło. To ''coś'' mówiło mi, że Tomoe jest moim niewolnikiem i, że powinnam go uwolnić. Uwolnić... od bycia moim sługom. Może rzeczywiście powinnam?
Odepchnęłam go gwałtownie i usiadłam szybko. Jego wyraz twarzy zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni.
Był zdziwiony, lecz w jego oczach dostrzegłam coś jeszcze. To był... smutek? Rozdzierający ból w sercu? Ktoś taki jak on odczuwa jakiekolwiek odrzucenie?
- Powinniśmy przerwać kontrakt. - Powiedziałam niezgodnie ze swoją wolą. Rozum narzucał mi te niewskazane działania, a serce pragnęło bym ich zaprzestała. Czułam się rozdarta. Toczyłam wewnętrzną walkę.
- Nana...mi? - Zapytał, nie rozumiejąc nagłej zmiany moich poczynań. Zagryzłam dolną wargę i starałam się odwrócić wzrok. Nie chciałam tego... Chcę... by wszystko było jak dawniej...
- Przepraszam - wydusiłam z trudem.
Tomoe podszedł bliżej do mnie i przytulił z całych sił, jakbym miała zaraz zniknąć.
- Nie, nie musisz. Coś... coś się stało, prawda?
Odsunęłam się kawałeczek, by móc spojrzeć w jego ametystowe tęczówki i poczułam jak się w nich zatracam. Rozum chciał bym zerwała kontrakt. Serce pragnęło zawrzeć go ponownie.
Nadal tocząc boje w swojej podświadomości, zbliżyłam się do niego i znalazłam jego usta swoimi.
Wtf?
Dobra, nevermind...
Nie ogarniam tego, co tu wypociłam, ale dobraaa.
Nie zabijcie, jeśli nie ogarniacie, ja też nie XD
Takie se coś dziwne wyszło. Nie chce mi się tego zmieniać, sorreczka.
Biorę się za pisanie kolejnego dziwnego czegoś.
Sayonara! I liczę na komentarze ;_;